Paryż - romantyczne miasto czy trening slalomu międzyludzkiego?

Hej Kochani,

Na tapecie dzisiaj mój tegoroczny wyjazd do Paryża! Wybrałam się tam na początku maja tego roku i to co mnie zaskoczyło to to, że było cholernie zimno..!

Ale od początku..

1. Planowanie

Jako osoba, która lubi mieć wszystko zaplanowane, nie mogło obyć się bez dokładnego schedule wyjazdu. Zaplanowaliśmy ją day by day, każdy dzień oznaczając kolorkiem:


Wygląda pięknie i przejście, prawda? :) Po najechaniu na punkcik z naszego planu pojawiała się informacja szczegółowa, czyli o jakiej porze dnia naszym zdaniem najlepiej się tam udać, godziny otwarcia, cena:


Przyznam szczerze, że bardzo nam to ułatwiło później poruszanie się po mieście.

2. Zwiedzanie

W Paryżu mieszkaliśmy w hotelu niedaleko wieży Eiffla, więc w pierwszy dzień od razu się tam wybraliśmy spacerkiem:


Sam widok w górę na wieże był śliczny, niestety to co działo się "na naszym poziomie było przytłaczające - z każdej strony atakowali nas nachalni sprzedawcy, próbując opchnąć tandetną wieżyczkę za 2 euro..

Podobnie niestety wyglądało inne zabytki Paryża. Ostrzeżenia przed kieszonkowcami przy każdym turystycznym miejscu to klasyk tego miasta. Oprócz tego okropny syf na ulicach, a jeszcze nie zaczął się wtedy sezon urlopowy!

Ale trzeba przyznać, że w Paryżu jest gdzie chodzić i co zwiedzać - w ciągu tego tygodnia, przeszliśmy naprawdę wiele kilometrów ;) Dość łatwo jest się również poruszać po liniach metra, jest ich wiele, ale mapki są tak przejrzyste, że nie zdarzyło nam się zabłądzić ani razu!

Dość męczące jest też przebijanie się przez tłumy ludzi, jak tylko pojawiało się słoneczko, każdy zalegał na ławeczce i łapał promienie słońca..

Poniżej kilka zdjęć z wyjazdu:











3. Kuchnia

Na koniec coś co zawiodło zarówno mnie i mojego chłopaka najbardziej na świecie, czyli kuchnia. Oboje lubimy jeść, mój K. jeszcze do tego wspaniale gotuje, więc po Paryżu spodziewaliśmy się pysznych owoców morza, francuskich bagietek, sera i wina.

Jeśli chodzi o bagietki, ser (aczkolwiek tylko taki kupowany, bo w restauracji nawet on mnie zawiódł :D) i wino, to jestem nimi nawet całkiem zaspokojona, niestety cała reszta była po prostu nijaka, by obsłużyć jak największą liczbę gości (a nie były to tanie restauracje)..

Miłym zaskoczeniem była restauracja Laduree, która była najlepsza ze wszystkich, w których jedliśmy, ale na koniec stwierdziliśmy, że brakowało jednak jeszcze tego "czegoś":



Udało się nam trafić na całkiem ciekawe lody, które okazały się naprawdę duże ;D


Podsumowanie

Ja uważam ten wyjazd za bardzo udany, ale głównie za sprawą towarzystwa jakie miałam, a niekoniecznie uroków Paryża, który stanowczo różnił się od tego kreowanego w myślach wszystkich - romantycznego i urokliwego miejsca. No ale ciężko nazwać miejsce romantyczne, kiedy musisz przepychać się między obcymi ludźmi i kawałki Ciebie są na zdjęciach tysiąca osób, które klikają przyciski swoich telefonów częściej niż ja grając w Tekkena na konsoli..

Do Paryża się już raczej nie wybiorę (co najmniej nie w celach turystycznych) i jeśli miałabym komuś polecić gdzie pojechać na wakacje, to.. nie tam.

Pozdrawiam,
Paulina

2 komentarze:

  1. Dwa dni temu wróciła z Paryża i mi się podobało :-) Pewnie też dlatego, że chyba było już po sezonie, bo naprawdę tłumów nie było- nawet przy Mona Lizie w Luwrze! Ale z tym zimnem w maju to mnie zaskoczyłaś- myślałam, że we Francji już jest praktycznie lato.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Też tak myślałam, a później chodziłam w bluzie chłopaka, żeby się jakoś rozgrzać :(

      Usuń

Copyright © 2014 Paulina tries.. , Blogger