Kolejna rzecz z mojej Bucket list będzie spełniona!

Kolejna rzecz z mojej Bucket list będzie spełniona!

Hej wszystkim!

Ostatnio miałam dosyć dużo pracy nad projektem, o którym Wam ostatnio pisałam w planach na listopad. Efekty planu zamieszcze już niedługo na blogu, po tym jak spełnimy jeszcze jeden duży milestone. Trzymajcie kciuki i więcej informacji już niedługo!

Tymczasem chciałabym się z Wami podzielić kolejnym projektem nad którym pracuję, tym razem nieco wyjazdowym.. ;)

Za troszeczkę ponad miesiąc spełniam swoje marzenie z mojej Bucket list. Jedziemy zwiedzać zimą, w okresie świątecznym.. Nowy Jork!



Ponieważ grudzień będzie dla nas dość napiętym okresem, postanowiliśmy zacząć planować już dzisiaj.

Tak jak zawsze, do planowania tras oraz punktów orientacyjnych użyliśmy google maps, gdzie stworzyliśmy naszą mapę. Co prawda, nie jest ona jeszcze skończona, ale może dostanę parę wskazówek od Was, jakie lokacje czy restauracje możecie nam polecić.



Generalnie w planach mamy dużo kosztowania jedzenia oraz zakupów, ze względu na trwacjące w tym okresie wyprzedaże. No i przede wszystkim chcemy zobaczyć na własne oczy te wszystkie urocze świateczne zdobienia! To czego nie mamy w planach to wędrówek do muzea. Mamy ich zdecydowanie dość po Paryżu, a ja już muzea w Nowym Jorku miałam okazję obejrzeć.

Zależy nam na miejscach, które pokażą klimat Nowego Jorku, ale także oddadzą magię świąt.


W związku z tym planujemy oczywiście wędrówkę po 5th Avenue i oglądanie witryn sklepowych (połączonych z zakupami oczywiście! 👿), ale także klasyki, takie jak Top of the Rock (jak dla mnie najlepszy Rooftop w NYC!) czy Empire State Building, Wall Street, monument 9/11 i Central Park. Szukamy jednak jeszcze nietypowych, nie-turystycznych miejscówek. Wszelkie polecenia mile widziane 👌.



Jeśli zaś chodzi o jedzenie, to chcemy odwiedzić:

  • Russ & Douthers - polecana miejscówka na wielu kanałach o Nowym Jorku, więc już nie mogę się doczekać miejscowych bajgli!
  • kuchnia Chinatown - chcemy spróbować Joe's Shanghai oraz Nom Wah Tea Parlor, który polecała na swoim Instagramie Paula Jagodzińska. Jestem bardzo ciekawa i mam nadzieję, że się nie zawiodę!
  • nasza obowiązkowa miejscówka odkąd pokazałam ją mojemu K. w Paryżu - Five Guys
  • kolejna burgerownia z, podobno, najlepszymi bugerami w życiu - Shake Shack
  • 230 fifth Rooftop Bar - polecony przez Little Town Shoes, jako ciekawa miejscówka również w zimie. Rooftop w "iglo" z panoramą miasta i drinkiem w ręce - to jest dokładnie to czego szukamy! :)
Macie jakieś swoje ulubione miejsca, w których możemy spróbować smaków tego miasta?

Pozdrawiam, 
Paulina




10 ciekawostek o Japonii,o których nie masz pojęcia

10 ciekawostek o Japonii,o których nie masz pojęcia

Hej,

Dziś przedstawie Wam kilka ciekawostek o Japonii, które mnie bardzo zaskoczyły! Co prawda,
dowiedziałam się ich od Polaka, ale mieszkającego w Japonii już 9 lat.

Jesteście ciekawi?



1. Dieta zawodnika sumo
Sumici, czyli profesjonalni zawodnicy sumo, jeśli chcą nimi zostać, to przygotowywują się do tej roli od najmłodszego. Niewiarygodne poświęcenie i motywacja do tej roli jest dla mnie osobiście zaangażowaniem pełnym podziwu. Zawodowy sumita zjada aż 12 000 - 15 000 kalorii dziennie (!) i to.. w jednym posiłku (!!). Przeciętny dzień zawodnika wygląda następująco: pobudka, trening siłowy (na czczo) ok. 4h, później czas na posiłek. Bardzo często, żeby zwiększyć ilość kalorii w posiłku, pije się duże ilości piwa. Po długim i kalorycznym posiłku, zakrapianym piwem, sumita udaje się na drzemkę i zazwyczaj tak wygląda jego dzień. Można by pomyśleć, że nic tylko zostać sumitą, ale ma to i swoje wady - kariera takiego zawodnika szybko się kończy (mniej więcej w wieku 30-35 lat) i ze względu na swoje poświęcenie dla walk, nie ma szans w tym wieku rozpocząć żadnej sensownej pracy. Zatem jeśli nie był naprawdę dobry w walkach i nie zarobił wystarczającej ilości pieniędzy, może mieć problem. Co więcej, tak tłusta dieta powoduje, że przecięta długość życia zawodnika to 40-45 lat..

2. Strój sumity
Co ciekawe, ułożenie kucyka na głowie, również o czymś świadczy! Zagłebiać się w to nie będę dokładnie, ale odpowiednie ułożenie kucyka mówi o tym, na jakim poziomie zawodnika jesteś. Również początkujący sumici nie mogą nosić.. skarpet. Jeśli widzisz sumitę w skarpetkach, wiedz, że to boss wśród sumitów 👹.



3. Maski noszone przez Japończyków
Co ciekawe, w Japonii wcale nie ma dużego zagrożenia smogowego (progi alarmowe są o wiele niższe niż w Polsce). Maski noszone przez Japończyków najczęściej mają służyć niezarażaniu innych osób (wysoka kultura pracy - skoro ja jestem chory, Ty nie musisz cierpieć z tego powodu). W Japonii jest również dość dużo alergików, zatem taka maska jest pomocna w przypadku nasilającej się alergii.



4. Ryba, która może Cię zabić i jeszcze musisz płacić za nią grube hajsy
Rybka Fugu, bo to jest bohaterka tego punktu, jest malutką rybką za którą trzeba zapłacić naprawdę duże pieniądze, żeby ją spróbować. W Japonii restauracja, która ma w swojej karcie tą rybę to miejsce na wysokim poziomie, bo to nie jest takie proste, żeby ją zaserwować. Restauracja musi mieć certyfikat, że potrafi taką rybę przyrządzić tak, żeby nas nie zabiła. Legendy jednak głoszą, że to i tak jest rosyjska ruletka i albo Cię zabije, albo nie. Nie radzę jeść w miejscach bez tego certyfikatu (a takie też są). Mimo tego, że w Japonii umiera z tego powodu kilkanaście osób rocznie i tak nie odstrasza to kolejnych amatorów wrażeń.

5. Wagony tylko dla kobiet
Przejażdżka metrem po Japonii stanowi wyzwanie ;). Jednakże wszystko idzie bardzo sprawnie, bo do każdego wagonu w wyznaczonych miejscach ustawiają się kolejki. Istnieją również przedziały tylko dla kobiet, z powodów przypadków molestowań w ciasnych wagonach.



6. Muzyczka
Tego elementu po przyjeździe do Polski chyba brakowało mi najbardziej :). W Japonii wszedzie gra "muzyczka". Mówię o tym w dość ironiczny sposób, ponieważ na początku ta muzyczka była iście wkurzająca: jak przechodzisz przez pasy to odgłosy jak przypominające strzelanie z broni świetlnych (nie mogę znaleźć lepszego porównania 😂), świergoczące ptaszki na peronach, muzyczka przed ogłoszeniem o wjeździe pociągu (dłuższa niż samo ogłoszenie) oraz po, szumienie wody jak siadasz na desce sedesowej 😂. Śmialiśmy się, że pewnie muzyczka też gra jak otworzysz konserwe ;D. Szybko można się do niej przyzwyczaić, a na końcu już nawet ochoczo machać przy niej głową 😂.

7. Porozumiewanie się po angielsku
Jeśli jedziesz do Japonii na własną rękę, polecam nauczyć się podstawowych zwrotów po Japońsku. Ni cholery się z nimi dogadać po angielsku (nie licząc w hotelach czy na lotniskach). Bardzo często podchodzić do Ciebie będą grupy wycieczek szkolnych, które mają za zadanie porozmawiać z "obco wyglądającymi ludźmi" by wprawić się w rozmowie i nabrać pewności siebie oraz otwartości.Ale uwaga, jedna grupa zajmuje ok. 10-15 min na wydukaniu "skąd jesteś, jak się nazywasz i jak podoba Ci się Japonia" więc polecam uzbroić się w cierpliwość :).



8. Chcesz się poczuć jak gwiazda? Leć do Japonii!
Serio, europejczyk jest tam nie lada wydarzeniem i chociaż udaje się, że "nikt nie patrzy" to i tak widzisz jak ludzie na Ciebie zerkają (come on, Ty też tak robisz, wiem to :D). Z młodszymi jest mniejszy problem, od razu widać, że zaciekawił ich dziwny europejczyk :D. Patrzą się na Ciebie, cichutko śmieją i obgadują a na koniec proszą, czy możesz sobie zrobić z nimi zdjęcie. Urocze prawda? Spróbuj do tego ubrać się w tradycyjne, japońskie kimono i już masz kolejki do zdjęcia z Tobą 😂.

9. Jak odróżnić Chińczyka od Japończyka?
Tu troche pół żartem-pół serio ;). Chińczycy mają bardzo krótkie wizy (3-dniowe), dlatego odróżnić ich można od Japończyków tym, że mają wielkie torby z zakupami 😂. Daje to trochę do myślenia, skoro Chińczyk woli kupować w Japonii, to dla mnie znaczy, że jakość ich produktów jest naprawdę marna. Dodatkowa uwaga: jeśli widzicie bardzo tanie sklepy w Japonii, kolorowe, wręcz krzyczące, najprawdopodobniej są to sklepy chińskie, które próbują robić biznes w Japonii. Tych znaczków i tak zwiedzający spoza Azji nie zrozumie.. Kolejną rzeczą która ich wyróżnia, to to, że są baaardzo głośni..



10. Równe ceny
To co mi się bardzo podobało w Japonii to to, że wszędzie są takie same (baardzo zbliżone ceny). Czy to lotnisko, czy obrzeża miasta, bułkę czy jogurt kupimy za tyle samo ;). Na początku przyznam, że trochę nie wierzyłam, raczej nie sprawdzam cen podstawowych produktów. Jednakże w muzealnym butiku sposobała mi się bardzo jedna rzecz, a właściwie ozdoba do włosów (taka, którą wsadza się do koka <3). Był to oryginalny wyrób japoński, kosztował 1 200 jenów, a więc całkiem sporo (ok. 55 zł). Ponieważ był to chyba drugi dzień w Japonii, pomyślałam, że jeszcze znajde takie i to pewnie tańsze. Przez większość pobytu chodziłam i szukałam z dnia na dzień wkurzając się na siebie coraz bardziej, że tego nie kupiłam jednak tam. W przedostatni dzień znalazłam - inne miasto, inny sklep, ale identyczna ozdoba "Made in Japan" za.. tak właśnie.. 1 200 jenów. Niesamowite :D


A Wy, byliście w Japonii? Jakie macie wrażenia? A może chcecie tam pojechać?

Listopad - moje plany

Listopad - moje plany

Hej wszystkim!

Dziś będzie nieco bardziej prywatnie, postanowiłam podzielić się z Wami moimi planami na listopad, który zbliża się wielkimi krokami. Listopad zawsze kojarzy mi się z chandrą, deszczem i zimnem, ale także z nadchodzącym końcem roku i jego podsumowaniem.

Jestem naprawdę w dużym szoku, jak szybko mija kolejny rok i ciesze się, że do tej pory był on lepszy od poprzedniego. Dużo rzeczy się zadziało, jeszcze więcej się zmieniło. I tak też w ten rok wkraczałam - nie wiedząc czego mogę się spodziewać.. No ale do rzeczy, czas na plany, które postanowiłam podjąć na przedostatni miesiąc w tym roku!

1. Robię biznesowy krok w przód
Ten miesiąc będzie dość intensywny, ale też nie mogę się go doczekać właśnie pod względem biznesowym.

Mam zamiar włożyć w ten projekt całe serce i wierzę w to, że się uda. Stay tuned ;)

2. Klasyczny punkt w kobiecym planningu, czyli zdrowo się odżywiam
Muszę przyznać, że październik totalnie zawaliłam pod tym względem. Nauka do egzaminów sprawiła, że nie chciałam poświęcać zbyt wiele czasu na gotowanie i zwracanie uwagi na to co jem. Po tego doszło siedzenie na kanapie i kucie i skutki są opłakane..

W tym miesiącu zwracam uwagę na to co jem i gotuję. W Nowy Rok chcę wskoczyć w dobrej formie! ;)



3. Rozpieszczam się
Pewnie nie tego się spodziewałeś czytając punkt wyżej, co? :) Ale tak, w październiku ten punkt u mnie też upadł. Złe odżywanie przynosiło bylejakość do mojego życia, że zrezygnowałam nawet ze cotygodniowego domowego SPA, które uwielbiałam sobie sprawiać.

Zatem w tym miesiącu chcę się rozpieścić - domowe SPA, aromatyczne świeczki.. Niech żyje nastrój i dobre samopoczucie!



4. Regularnie się uczę 
Jednocześnie nie mogę zapominać o nauce, tym razem regularnie chcę się przygotowywać do kolejnego egzaminu, a nie zarywać nocki tydzień przed - nie opłaca się, a materiał i tak jest mi potrzebny do pracy.



5. Dbam o bloga ;)
Na koniec ostatni, nie mniej jednak równie ważny punkt, czyli dbanie o bloga.

Regularnie publikuję na nim posty, jednocześnie przygotowywując się do kolejnych podróży. Więcej informacji niebawem :)

Mam nadzieję, że pokazanie i wyznaczenie moich planów na blogu, jeszcze bardziej zmotywuje mnie do ich osiągnięcia!

A Wy, macie już swoje plany na listopad?

5 wyjątkowych miejsc, które warto zwiedzić w Japonii

5 wyjątkowych miejsc, które warto zwiedzić w Japonii

Hej wszystkim, 

Dziś kolejny post o podróży, a dokładniej o podróży którą odbyłam w połowie maja tego roku, czyli podróż do Japonii. Byłam tam niecałe dwa tygodnie, i chociaż to stanowczo za mało czasu, żeby zobaczyć wszystkie wartościowe miejsca, to opiszę miejsca, które udało mi się zobaczyć i zrobiły na mnie piorunujące wrażenie..

5. Świątynia Daishoin

Na początek dość zaskakujące dla mnie miejsce, do którego trzeba było się wdrapać całkiem spory kawałek ;). I chociaż nie sądziłam, że taka ilość świątyń, która zobaczyłam przez cały pobyt w Japonii skończy się tym, że jeszcze będę je polecać, to tak się stało.. I to jeszcze takich do których trzeba się wdrapywać i to aż tak wysoko!





4. Jak Kyoto, to tylko w kimono

Przyznam szczerze, że w Kyoto pokładałam największe nadzieje. Byłam najbardziej ciekawa tego miejsca - piękne i malownicze Kyoto, pełne ślicznych gejsz i ludności w kolorowych japońskich kimonach. 

Okazało się jednak ono całkiem inne niż się spodziewałam (aczkolwiek miałam wrażenie, że był tam największy odsetek ludzi w tradycyjnych, japońskich strojach).. Nie było ono aż tak malownicze, jak myślałam, a tłum ludzi (ok, w Japonii wszędzie są tłumy, ale przez wąskie uliczki w Kyoto, wydaje się, że jest ich jeszcze więcej) utrudniał zachwycanie się panoramą miasta. 

Nie mniej jednak wylądowało ono na mojej liście z nieco innych powodów ;)

Jednym z najlepszych przeżyć w Japonii było...



Oporów przed założeniem stroju (było mega ciepło) było mnóstwo, zastanawialiśmy się do ostatniej chwili, czy serio tego chcemy. 

Ale to zrobiliśmy i to było nieziemskie, zachwycające i niepowtarzalne przeżycie. Większość moich zdjęc z Kyoto wygląda właśnie tak ;)  

I tak: 



Wiem, jest to strasznie narcystyczne, ale ile razy w życiu mogłam mieć okazję chodzić w japońskim kimonie i to jeszcze po Kyoto? 

Nawet nie wiecie jaką byliśmy atrakcją turystyczną! 😹

Serio, samo bycie europejczykiem przyciągało wzrok i zainteresowanie (nawet nie wiecie jak często ludzie chcieli sobie zrobić z nami zdjęcia na codzień 😹). A wyobraźcie sobie jacy musieliśmy być fascynujący, chodząc jeszcze w tradycyjnych strojach po mieście :D.

Wierzcie lub nie, ale ustawiały się do nas kolejki (!!), żeby sobie z nami zrobić zdjęcie! :)

Przysięgam, jedno z najlepszych wydarzeń w życiu!

I żeby nie było, że Kyoto to tylko ja w kimonie, łapcie foteczkę ze Światyni Fushimi Inari (yup, zdjęcie robione przed byciem gejszą :D):



3. Danjo Garan

"Kompleks świątyń" jak mi się kojarzy teraz to miejsce. Jest ich tam naprawdę sporo i warto poświęcić kilka godzin na nacieszenie się tym miejscem. Zwłaszcza, że jak sami widzicie po zdjęciach, turystów tam praktycznie nie ma, co jeszcze bardziej nadaje urok temu miejscu..





2. Świątynia Okunoin

A właściwie to cmentarz ją otaczający.

Wiem co sobie myślisz - co? Mam jechać do Japonii, żeby zobaczyć cmentarz? Nie musisz, ale jest to tak niesamowite miejsce, że do tej pory się waham czy nie dać jego jako numer 1. 

Aż nie wiem co powiedzieć o tym miejscu, bo jest jednym z najmagiczniejszych miejsc jakie w życiu widziałam. I jakbym miała wrócić do Japonii i zobaczyć jeszcze raz tylko to miejsce, nie wahałabym się, żeby pojechać. Warto, uwierzcie mi, naprawdę warto..

Zdjęcia niestety nie oddają nawet 1/10 uroku tego miejsca, za co przepraszam, ale nie da się..









1. Miyajima

Pewnie myślisz sobie co to jest za Miyajima i czemu jest na pierwszym miejscu? Otóż to, długo się zastanawiałam nad pierwszym i drugim miejscem, ale zostawiłam Miyajima'e na pierwszym miejscu, ponieważ ona z jakiegoś powodu zachwyciła mnie jako pierwsza z miejsc w Japonii. 

Malutka wyspa, na której "hoduje się" ostrygi (to bardzo nieodpowiednie słowo, bo ostryg się raczej nie hoduje, tylko co się z nimi robi? 😹), które baardzo polecam - grillowane o mniam!




Oprócz tego jest tam piękny widok na bramę torii, której pejzaż pojawia się na wielu fotografiach. Zrobiłam na niej setki zdjęć, nie wiedziałam gdzie oczy podziać, było tak niesamowicie pięknie, że chciałam zostać. Naprawde wtedy chciałam tam po prostu zostać..




Prawda, że pięknie?

Jak widzicie, na mojej liście nie ma osławionego Tokyo, do którego jeździ raczej większość turystów i na tym mieście się zatrzymuje. Jednak to miasto okazało się moim największym zawodem w Japonii. Kocham wielkie miasta i byłam przekonana, że Tokyo będzie moją drugą miłością, podobnie jak Nowy Jork. I faktycznie, byłam nim zachwycona (a było to pierwsze miasto, jakie zobaczyłam w Japonii), do czasu.. aż z niego nie wyjechałam!

Zachęcam, bardzo zachęcam, do nieograniczania się do Tokyo w czasie pobytu w Japonii. Ja bym nie poświeciła mu więcej niż jednego dnia, serio (a byłam dwa i pół dnia) ;). Patrząc na to, co zostałam w tym kraju poza granicami Tokyo, zachwyciło mnie to niesamowicie, że wróciłabym do Japonii, omijając szerokim łukiem samo Tokyo!

Pozdrawiam, 
Paulina


Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i zabrania się ich publikowania, przetwarzania i udostępniania bez mojej zgody.
Paryż - romantyczne miasto czy trening slalomu międzyludzkiego?

Paryż - romantyczne miasto czy trening slalomu międzyludzkiego?

Hej Kochani,

Na tapecie dzisiaj mój tegoroczny wyjazd do Paryża! Wybrałam się tam na początku maja tego roku i to co mnie zaskoczyło to to, że było cholernie zimno..!

Ale od początku..

1. Planowanie

Jako osoba, która lubi mieć wszystko zaplanowane, nie mogło obyć się bez dokładnego schedule wyjazdu. Zaplanowaliśmy ją day by day, każdy dzień oznaczając kolorkiem:


Wygląda pięknie i przejście, prawda? :) Po najechaniu na punkcik z naszego planu pojawiała się informacja szczegółowa, czyli o jakiej porze dnia naszym zdaniem najlepiej się tam udać, godziny otwarcia, cena:


Przyznam szczerze, że bardzo nam to ułatwiło później poruszanie się po mieście.

2. Zwiedzanie

W Paryżu mieszkaliśmy w hotelu niedaleko wieży Eiffla, więc w pierwszy dzień od razu się tam wybraliśmy spacerkiem:


Sam widok w górę na wieże był śliczny, niestety to co działo się "na naszym poziomie było przytłaczające - z każdej strony atakowali nas nachalni sprzedawcy, próbując opchnąć tandetną wieżyczkę za 2 euro..

Podobnie niestety wyglądało inne zabytki Paryża. Ostrzeżenia przed kieszonkowcami przy każdym turystycznym miejscu to klasyk tego miasta. Oprócz tego okropny syf na ulicach, a jeszcze nie zaczął się wtedy sezon urlopowy!

Ale trzeba przyznać, że w Paryżu jest gdzie chodzić i co zwiedzać - w ciągu tego tygodnia, przeszliśmy naprawdę wiele kilometrów ;) Dość łatwo jest się również poruszać po liniach metra, jest ich wiele, ale mapki są tak przejrzyste, że nie zdarzyło nam się zabłądzić ani razu!

Dość męczące jest też przebijanie się przez tłumy ludzi, jak tylko pojawiało się słoneczko, każdy zalegał na ławeczce i łapał promienie słońca..

Poniżej kilka zdjęć z wyjazdu:











3. Kuchnia

Na koniec coś co zawiodło zarówno mnie i mojego chłopaka najbardziej na świecie, czyli kuchnia. Oboje lubimy jeść, mój K. jeszcze do tego wspaniale gotuje, więc po Paryżu spodziewaliśmy się pysznych owoców morza, francuskich bagietek, sera i wina.

Jeśli chodzi o bagietki, ser (aczkolwiek tylko taki kupowany, bo w restauracji nawet on mnie zawiódł :D) i wino, to jestem nimi nawet całkiem zaspokojona, niestety cała reszta była po prostu nijaka, by obsłużyć jak największą liczbę gości (a nie były to tanie restauracje)..

Miłym zaskoczeniem była restauracja Laduree, która była najlepsza ze wszystkich, w których jedliśmy, ale na koniec stwierdziliśmy, że brakowało jednak jeszcze tego "czegoś":



Udało się nam trafić na całkiem ciekawe lody, które okazały się naprawdę duże ;D


Podsumowanie

Ja uważam ten wyjazd za bardzo udany, ale głównie za sprawą towarzystwa jakie miałam, a niekoniecznie uroków Paryża, który stanowczo różnił się od tego kreowanego w myślach wszystkich - romantycznego i urokliwego miejsca. No ale ciężko nazwać miejsce romantyczne, kiedy musisz przepychać się między obcymi ludźmi i kawałki Ciebie są na zdjęciach tysiąca osób, które klikają przyciski swoich telefonów częściej niż ja grając w Tekkena na konsoli..

Do Paryża się już raczej nie wybiorę (co najmniej nie w celach turystycznych) i jeśli miałabym komuś polecić gdzie pojechać na wakacje, to.. nie tam.

Pozdrawiam,
Paulina
Przypadek? Nie sądze! Czyli japoński korektor w roli głównej

Przypadek? Nie sądze! Czyli japoński korektor w roli głównej

Hej Dziewczyny!

Dziś chciałabym Wam przestawić mój przypadkowy zakup, który okazał się najlepszym w swojej kategorii!

Bohaterem dzisiejszego postu jest o to ten korektor:


Zaciekawiło mnie jego opakowanie, które, same przyznajcie, jest dość obiecujące..


Produkt obiecuje nam wiele dobroci z korzystania z niego i chociaż podeszłam do jego zakupu dość sceptycznie, to jednak skusiłam się na niego i nie żaluje! Zachęciła też mnie ilość "no.1", które posiada, a w Japonii jeśli coś jest oznaczane jako no.1, to rzeczywiście produkt ten na takich listach się znajduje, dzięki czemu o wiele łatwiej zrobić zakupy ;). 

W drogerii, w której go kupowałam, dostępny był tylko jeden kolor ("pink beige"), aczkolwiek na stronach internetowych widzę dwa warianty kolorystyczne - "salomon beige" (np. tu -> Sklep Japoński wysyłka EU lub na Amazon). Przyznam szczerzę, że trochę bałam się czy kolor będzie odpowiedni dla mniej skóry biorąc pod uwagę odcień skóry azjatek, ale jednak udało się, produkt świetnie wtapia się w skórę i działa na niedoskonałości! Stosuję go jako korektor kryjący, nie mam problemu z sincami pod oczami, więc ciężko mi wypowiedzieć się na temat jego działania w tej sferze. Kolor jest bardzo jasny, ale mam wrażenie, że nieco ciemnieje na skórze, przez to dla mnie jest idealny, chociaż i tak mam jasną karnację.


W Japonii kupiłam go za ok. 1 500 yenów (ok. 50 zł) i jestem pewna, że zakupię go jeszcze kiedyś! Ciekawa jestem jeszcze tej drugiej wersji kolorystycznej, czy któraś z Was go stosowała? Spotkałyście się już z tym kosmetykiem wcześniej? A może któraś z Was go stosuje? Podzielcie się doświadczeniami!

Pozdrawiam, 
Paulina


Mój pierwszy japoński bubel, czyli sake w kosmetyczce

Mój pierwszy japoński bubel, czyli sake w kosmetyczce

Hej dziewczyny,

Dziś chciałabym Wam przedstawić mojego pierwszego japońskiego kosmetycznego bubla! Ale zanim napisze co nim jest, przedstawię krótką historię jego zakupu...

Japonia, maj 2017



Jednym z ostatnich dni naszej wycieczki objazdowej były miejsca, w których produkuje się sake (właściwie, samo słowo "sake" oznacza po prostu napój alkoholowy, a nie ten japoński trunek ryżowy, który zamawiamy do sushi; jednakże dla celu posta, będę używać skrót myślowy "sake" w znaczeniu do tego właśnie trunku). Celowo, nie chciałam użyć słowa "zakłady produkcyjne", ze względu głównie na wieloletnią tradycję i rodziny (a także często muzealny, gdzie można dowiedzieć się ciekawych rzeczy o sake kiedyś i dziś) charakter tych miejsc.




Można śmiało powiedzieć, że właśnie te cechy sprawiły, że firmy te jeszcze funkcjonują na rynku (w obecnych czasach liczba przedsiębiorstw zajmujących się produkcją sake w porównaniu do prosperity w XX wieku jest nieznacząca. Właściwie, to Japonia słynie głównie z produkcji whiskey, a nie sake). Mieliśmy okazję posłuchać o właściwościach sake, których, ze względu na swój stosunkowo długi i uciążliwy sposób produkcji, jest dość wiele.



Od wielu lat ten trunek był używany przez Japonki do pielęgnacji skóry, ze względu na zawartość m.in. aminokwasów czy antyoksydantów (a wiadomo, Japonki wyglądają na wiecznie młode..). Z tych właśnie powodów, sake stosowane jest również w.. kosmetykach. Osobiście nie mogłam się oprzeć i zakupiłam niezobowiązujący balsam do ciała z sake w słodkiej różowej buteleczce z pompką:




Wygląda ślicznie, prawda?

Kiedy już wykończyłam mój ówcześnie stosowany balsam, z entuzjazmem wzięłam się do testowania! Jakież było moje zdziwienie, kiedy pierwszy raz nakładając balsam, uderzył mnie silny zapach niczego innego jak samego.. sake! W pierwszej chwili pomyślałam "Boże, będę walić alkoholem na odległość!". Całe jednak szczęście, zapach nie utrzymuje się długo.. Zdziwiła mnie też konsystencja balsamu, zaraz po nałożeniu go na skórę. Balsam jest dość płynny, a skóra po nim jest taka hmm.. jakbym się oblała sokiem (?!), tylko się nie klei.. Jeśli chodzi o jego główny cel, nawilżenie, to skóra była po nim ni to nawilżona ni to sucha.. :D Dopiero po depilacji przekonałam się, że chyba nie do końca nawilża - nie polecam tak go stosować! Natychmiastowe pieczenie gwarantowane!

Generalnie nie jestem specjalnie zadowolona z zakupu, faktycznie "pachnie" sake (czego się o ironio nie spodziewałam) co jest jego plusem, bo w końcu to balsam na bazie sake, ale i minusem, bo nie wiem kto lubi walić alkoholem :D. Jeśli chodzi o nawilżenie, to też nie spełnia do końca swojej roli, a  była to jego podstawowa rola. Całe szczęście zbliżam się 3/4 buteleczki (jest cholera wydajna, używam go codziennie od dobrych 3 miesięcy, a stosuje na prawie całe ciało..) i wiem, że jeśli pojadę jeszcze do Japonii, to go nie kupię ponownie.. ;)

P.S. Oczywiście kupiłam jeszcze emulsję do twarzy, ale jeszcze jestem w fazie testowania, bo stosują ją dopiero od 2-ch tygodni ;)

A Wy, macie jakieś azjatyckie buble?

Paulina




Copyright © 2014 Paulina tries.. , Blogger